Download PDF. Piotr Kożuchowski Oflag II A Prenzlau (1939–1941) Lista jeniecka W wyniku działań wojennych w trakcie kampanii polskiej 1939 r. w niewoli znalazło się kilkanaście tysięcy oficerów oraz ponad 400 tys. podoficerów i szeregowców Wojska Polskiego. Żołnierze polscy po dostaniu się do niewoli niemieckiej byli kierowani na W rękach Armii Czerwonej znalazło się w roku 1939 ok. 240 tysięcy polskich jeńców wojennych. Z tej liczby 125 tysięcy przekazano NKWD do obozów pracy i koncentracyjnych, część zaś (pomijając przypadki ich rozstrzeliwania lub uśmiercania) zwolniono – podaje się liczbę 42 tysięcy zwolnionych, przy czym część z nich ponownie W obozie przejściowym dla polskich jeńców wojennych, więźniowie oczekujący na posiłek, 12 IX 1939, fot. Hoffmann Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. 80 lat temu, 5 marca 1940 r., Biuro Polityczne KC WKP(b) podjęło decyzję o rozstrzelaniu polskich jeńców przebywających w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz polskich więźniów przetrzymywanych przez NKWD na obszarze przedwojennych wschodnich województw Rzeczypospolitej. Konsekwencją tej decyzji była zbrodnia katyńska. „Zbrodnią katyńską” określa się wymordowanie wiosną 1940 roku przez NKWD prawie 22 tys. osób; polskich jeńców wojennych w Katyniu, Charkowie i Kalininie oraz więźniów (wojskowych i cywilów) w różnych miejscach sowieckich republik na podstawie decyzji najwyższych sowieckich władz, czyli Biura Politycznego WKP z 5 marca1940 roku. Większość powstańców została ewakuowana do obozu w Sandbostel X B k/Hamburga. Ogółem pod koniec wojny Niemcy zgromadzili w tym obozie ok. 15.000 jeńców polskich i wiele tysięcy jeńców innych narodowości. W pierwszych dniach kwietnia 1945 r. w Sandbostel zjawili się gestapowcy i niemiecki komendant obozu wydał im płk. Oflag VII A Murnau został przez Niemców określony jako obóz wzorcowy ( Musterlager) [2] . Powierzchnia obozu wynosiła ok. 77 hektarów, na których przebywało ok. 5 tys. osób, co oznacza że każdy jeniec dysponował miejscem ok. 2 m² [2]. Początkowy stan liczebny obozu wynosił około 700–800 jeńców wojennych, w tym 5 generałów Centralne Muzeum Jeńców Wojennych. Na mapach: 50°32′45,7440″N 17°34′14,0160″E. Centralne Muzeum Jeńców Wojennych. Budynek Muzeum w Opolu; z prawej fragment dobudowany w latach 1995–1998, a pomiędzy budynkami widoczny przeszklony fragment dachu galerii dobudowanej w latach 2009–2010. Państwo. Polska. Po wybuchu drugiej wojny światowej w prezydium Niemieckiego Czerwonego Krzyża utworzono Urząd S-O (Sondereinsatz-Ost). Posiadał on kartotekę liczącą 500 000 nazwisk polskich jeńców wojennych. Pośredniczył on w nawiązywaniu kontaktów pomiędzy polskimi jeńcami wojennymi i ich rodzinami. Przeszło 81 lat temu, 2 kwietnia 1940 roku, kierownictwo NKWD w rozwinięciu uchwały Biura Politycznego KC Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) z 5 marca 1940 roku, wydało polecenie skierowania 78 jeńców wojennych z obozu kozielskiego do dyspozycji szefa UNKWD obwodu smoleńskiego. 3 kwietnia 1940 NKWD rozpoczęło wywóz polskich oficerów z obozów w Kozielsku skąd CEA9p. Kiedy przed dwoma laty w Niemczech pokazano wystawę obrazującą wehrmachtowskie zbrodnie, wielu mieszkańców tego kraju nie mogło uwierzyć - przecież ich armia była rycerska GRAŻYNA STARZAKGRAŻYNA STARZAKKiedy przed dwoma laty w Niemczech pokazano wystawę obrazującą wehrmachtowskie zbrodnie, wielu mieszkańców tego kraju nie mogło uwierzyć - przecież ich armia była rycerska Zbrodnie, jakich dopuścili się we wrześniu 1939 r. na polskich ziemiach żołnierze Wehrmachtu, nie były dotąd przedmiotem zbyt szczegółowych badań historyków. Sporo mówiono i pisano o gestapo, Sipo, SS, formacjach uznanych za zbrodnicze, odpowiedzialnych za zagładę Żydów, Cyganów, masowe wysiedlenia, egzekucje i pacyfikacje. Natomiast poczynania Wehrmachtu, przez który w czasie II wojny światowej przewinęło się blisko 20 mln żołnierzy, doczekały się niewielu publikacji. Zwłaszcza w Niemczech panowała zmowa milczenia. - Niemcy za wszelką cenę chcieli ochronić mit_ "rycerskiego Wehrmachtu" -_ mówi Ryszard Kotarba, historyk z Krakowa, pracownik Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Zdaniem krakowskiego historyka, należy pamiętać o podejmowanych z premedytacją i stanowiących formę odwetu lub próbę zastraszenia ludności cywilnej akcjach żołnierzy Wehrmachtu. Pamiętać i odróżniać je od tych przypadków, które wynikały z samej istoty wojny... W wyjątkowo bezwzględny sposóbniemieccy żołnierze rozprawili się z mieszkańcami Świniarska, wsi odległej o ok. 7 km od Nowego Sącza. Pierwszy patrol niemiecki pojawił się tam 5 września 1939 r., o trzeciej po południu. W godzinę później, szosą od Podrzecza, zaczęły nadciągać regularne oddziały. Maria Osińska, jedna z mieszkanek Świniarska, przenosiła w tym czasie towar ze swojego sklepu do zakładu pomp, żeby ukryć go przed rabunkiem. - Przechodząc, słyszałam świst kul. W pewnym momencie zauważyłam jak Niemcy niosą jednego ze swoich na noszach do karetki Czerwonego Krzyża. Potem rozbiegli się po okolicy, sądząc, że strzał padł z pobliskich domów - czytamy w zeznaniach Osińskiej z 1949 roku. - Widziałam, jak jeden z żołnierzy niemieckich wszedł do domu Józefa Wołka. W tym momencie z tego domu wyszedł syn Wołka, niemowa, niedorozwinięty umysłowo, który pogroził żołnierzowi niemieckiemu pięścią. On mu groził, bo zobaczył, że koń żołnierza jadł ich siano. Niemiec wyciągnął rewolwer i strzelił do młodego Wołka raniąc go śmiertelnie. Ten żołnierz musiał sobie zdawać sprawę, że Wołek był chorym człowiekiem. To można było odgadnąć po matołkowatym spojrzeniu i olbrzymich wolach tego chłopca. Następnego dnia, idąc do domu nakarmić świnie ze stacji pomp, gdzie się ukryłam, zobaczyłam, że Niemcy strzelają do uciekającego przez pola starego Wołka. Gdy upadł, dobili go kolbą. Tego samego dnia wieczorem znów szłam drogą ze stacji pomp do domu. Pod pomnikiem Grunwaldzkim w Świniarsku, zobaczyłamciała siedmiu zabitych to sami starcy. Jeden z nich zupełnie ociemniały. W Świniarsku, w chwili wkroczenia wojsk niemieckich, byli tylko starzy lub ułomni mężczyźni. Wszyscy inni, nawet 14-letni chłopcy, uciekli. Niemcy rozstrzelali w sumie 17 ludzi. Podpalili kilkanaście domów. - Wiele do dzisiaj niewyjaśnionych przyczyn złożyło się na tragiczne wydarzenia we wsi Świniarsko - komentuje zeznania Osińskiej Ryszard Kotarba. - Świadkowie podają, że przyczyną mogły być skargi miejscowych Niemców (bo to są tereny dawnego osadnictwa niemieckiego) wysiedlonych w przededniu wojny. Był jeszcze jeden czynnik, który zaważył na wydarzeniach. Niemcy natknęli się na pomnik, ufundowany przez mieszkańców Świniarska z okazji 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Egzekucja dokonana pod pomnikiem miała zapewne dla nich symboliczne znaczenie... Z akt 376 śledztw, prowadzonych w latach 1965-99 przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie wynika, że pomimo zapewnienia dowódcy niemieckich wojsk lądowych, iż "ludność cywilna nie będzie uważana za wroga, a normy prawa międzynarodowego będą szanowane", żołnierze Wehrmachtu na początku wojny dopuścili się wielu zbrodni. Ofiarami byli głównie mieszkańcy wsi. Wiek ofiar wahał się od 11 do 90 lat. W wielu wypadkach zbrodniom towarzyszyło katowanie ofiar, bicie kolbami karabinów itp. Jak wynika z zeznań świadków, żołnierze niemieccystrzelali do Polakówwprost z jadącego samochodu (tak było np. we wsi Stadła), z karabinu maszynowego ustawionego na motocyklu (Charsznica). Wyciągano z łóżek obłożnie chorych (Iwanowice), rannych dobijano bagnetami (Brzyna). - Rzadko były to indywidualne występki poszczególnych żołnierzy, zwykle zbrodni tych dokonywano na rozkaz oficerów - mówi R. Kotarba. Wehrmacht dopuszczał się też zbrodni na jeńcach wojennych, a największą z nich na terenie woj. krakowskiego była masakra w Szczucinie, 12 września 1939 r. Spowodował ją incydent, jaki rozegrał się pomiędzy zarządzającym tamtejszym szpitalem polowym niemieckim podoficerem a polskim oficerem żądającym w imieniu jeńców poprawienia warunków bytowych w obozie. Przedstawiciel polskich jeńców, obrażony przez Niemca słownie i czynnie, zastrzelił go z leżącego na stole pistoletu, a potem popełnił samobójstwo. W odwecie Niemcy spędzili wszystkich jeńców na dziedziniec szkoły, w której mieścił się obóz, ostrzelali ich, a budynek obrzucili granatami. Od kul i w płomieniach zginęło 40 jeńców i 30 cywilów. Ofiarami tej masakry stało się także 25 Żydów, sprowadzonych do grzebania zwłok, a następnie rozstrzelanych. Niemcy brali wielu jeńców. Lokowali ich w szkołach, stodołach. Później zakładali przejściowe obozy jenieckie w wielu miejscowościach woj. krakowskiego. - Krakowska Komisja prowadziła całą serię dochodzeń dotyczących tych obozów, zlokalizowanych w Krakowie-Kobierzynie, w Bronowicach, w Bochni - mówi R. Kotarba. - Przesłuchiwano wielu byłych jeńców, analizowano różne materiały, np. dokumenty PCK. Generalnie nie stwierdziliśmy w obozach przejściowych celowych zbrodni. Największe represjewe wrześniu 1939 r. spotkały mieszkańców okolic przyfrontowych, głównie powiatów: limanowskiego, myślenickiego, nowotarskiego, suskiego, sądeckiego. Nieprzypadkowo tereny największych zbrodni pokrywają się z obszarami najcięższych walk i kierunkiem najważniejszego chyba natarcia niemieckiego (Jabłonka - Jordanów - Myślenice - Dobczyce). Dla przykładu, miejscowość Wysoka, która we wrześniu 1939 r. przechodziła z rąk do rąk, została w dużej części spalona. W Jordanowie, na skutek bombardowań, spłonęło 65 proc. zabudowań. - Zbrodnie, które tam popełniono, wynikały z samego charakteru wojny. Z perspektywy czasu nie można uznać ich za zbrodnie ludobójstwa. W czasie nalotów sowieckich również zginęło wielu cywilów - twierdzi R. Kotarba. Oficjalna lista zbrodni Wehrmachtu nie zamyka całości strat, jakie mieszkańcy ziemi krakowskiej ponieśli we wrześniu 1939 r. - Trzeba pamiętać, że za Wehrmachtem postępowały siły policyjne, osławione grupy operacyjne Sipo i SD (Einsatzgruppe). Na samym końcu grupa SS Brigadeführera B. Streckenbacha - mówi R. Kotarba. - Ich zadaniem była pacyfikacja zajętego terenu, łamanie wszelkiego oporu ludności, aresztowania itd. Owe policyjne "grupy specjalne", podlegające Urzędowi Bezpieczeństwa Rzeszy, przemieszczające się za regularnymi oddziałami wojska i podlegające dowódcom Wehrmachtu, wykonywały egzekucje na Żydach. W Trzebini zabito łącznie 160 osób narodowości żydowskiej, w Sławkowie - 100, w Pawlikowicach - 32. W świetle prawa międzynarodowego odpowiedzialność za te zbrodnie ponosili dowódcy wojskowi, a więc obciążają one również Wehrmacht. Dawni żołnierze Wehrmachtu, bardzo wyczuleni na przypisywanie im zbrodni dokonywanych przez policyjne grupy specjalne, powtarzali: "To nie my". - Jest w tym wiele prawdy - przyznaje R. Kotarba. - Trzeba przyznać, że siły policyjne, jakkolwiek formalnie podległe dowódcom Wehrmachtu, realizowały własną politykę. Żadna ze spraw dotyczących zbrodni popełnionych przez Wehrmacht, prowadzonych przez krakowską Komisję, nie zakończyła się procesem sądowym, pomimo tego, że do Zentrale Stelle w Ludwigsburgu, instytucji zajmującej się gromadzeniem materiałów dotyczących przestępstw wojennych i poszukiwaniem sprawców zbrodni, przesłano z Polski tysiące protokołów przesłuchań świadków i innych dokumentów, obrazujących akty przemocy i terroru. - Dlaczego? Zbrodnie popełnione przez Wehrmacht tłumaczono przeważnie względami "konieczności wojennej"- wyjaśnia R. Kotarba. - Myślę, że tych ludzi celowo ochraniano. Z jednej strony pokazywano demoniczne siły policyjne, i opętanych ideą nazizmu członków "grup specjalnych" - ludzi spod znaku SS, wychowanych na morderców, a z drugiej żołnierzy Wehrmachtu, jakoby przypadkowo wplątanych w tę całą zawieruchę wojenną, tylko wykonujących rozkazy. Zaraz po wojnie przygotowano co prawda kilka pokazowych procesów, ale główni oskarżeni niezbyt długo posiedzieli w odosobnieniu. Von Brauchitsch umarł w więzieniu brytyjskim czekając na rozprawę. Gen. von Manstein, dowódca grupy Armii Południe, działającej na obszarze Małopolski, skazany po wojnie na 18 lat więzienia, w 1953 r. został zwolniony "z pobudek humanitarnych". Dożył 90 lat. Sędziwego wieku doczekał również gen. von List, dowódca 14 armii Wehrmachtu, nacierającej na woj. krakowskie z Górnego Śląska i Słowacji. Von List dostał dożywocie. Zwolniono go w 1952 r. z tych samych powodów co Mansteina. Streckenbacha, dowódcę policji w dystrykcie krakowskim, tuż po zakończeniu działań wojennych złapali sowieci. Siedział chyba 25 lat. Gdyby Rosjanie wiedzieli, kim jest Streckenbach, gdyby go rozpoznali,z pewnością by Republice Federalnej Niemiec sprawa zbrodni Wehrmachtu przez lata praktycznie nie istniała. Ukazywało się mnóstwo wspomnień, relacji z wojny. Odbywały się zjazdy byłych żołnierzy Wehrmachtu. Korzystali oni ze świadczeń przysługujących kombatantom, mieli niezłe renty i emerytury. Zmowa milczenia panująca wokół zbrodni popełnionych przez żołnierzy Wehrmachtu została przerwana dopiero w 1997 r. Historycy niemieccy przygotowali specjalną wystawę, dokumentującą te zbrodnie. Była eksponowana w kilku miastach Niemiec. Zgromadzono na niej setki dokumentów, fotografii pochodzących z żołnierskich albumów. Zdjęcia przedstawiały bardzo drastyczne sceny, np. egzekucji wykonywanych przez żołnierzy Wehrmachtu. Albumów zachowało się bardzo dużo, i w Niemczech, i w Polsce. Niemcy lubili się fotografować... Wystawa wywołała skandal, który naruszył ciszę panującą wokół Wehrmachtu i zachwiał panującym przez lata mitem. Wielu Niemców było oburzonych, wielu nie mogło uwierzyć, że te fotografie są prawdziwe. Przez lata karmiono ich przecież mitem o rycerskim Wehrmachcie... PS. Nazwiska i imiona mieszkańców Świniarska zostały zmienione. Zdjęcia, wcześniej nigdzie nie publikowane, pochodzą z albumu niemieckiego żołnierza. Zostały udostępnione Komisji w Krakowie przez Muzeum Okręgowe w Tarnowie Pojęcie polskiej strefy okupacyjnej Niemiec pojawiło się już w roku 1942, gdy w Sztabie Naczelnego Wodza polskich sił zbrojnych na Zachodzie opracowano memoriał dotyczący powojennych stosunków polsko-niemieckich, w którym bardzo dokładnie przedstawiono poszczególne fazy polskiej okupacji Niemiec, jej zasięg i specyficzną dla tego planu bojowy 1 dywizji PancernejTo znaczy odróżnienie ogólnej okupacji terenów niemieckich, jakie po pewnym czasie wróciłyby do Niemiec i pełnej okupacji terenów, które po jej zakończeniu zostałyby włączone do Polski. W roku 1942 wojna bynajmniej nie wydawała się jeszcze być wygrana przez Aliantów, ale to nie przeszkadzało polskim sztabowcom planować sytuacji powojennej. Sztabowcy działali na charakterystycznej dla przedwojennych Polaków zasadzie wyprzedzania faktów. Dawało to na przyszłość gotowy materiał do natychmiastowego podejmowania decyzji, zabezpieczało, gdy nadejdzie pora, przed chaosem, prowizorką i bylejakością poczynań, a ludzi tak działających broniło przed zaskoczeniem zmieniającą się sytuacją, w jakiej przychodziło im działać. Legendarny generał Stanisław Maczek i jego dywizjaMemoriał został przedłożony Naczelnemu Wodzowi generałowi Władysławowi Stanisław MaczekRok później Inspektorat Zarządu Wojskowego opracował szczegółowe instrukcje, dotyczące przyszłej okupacji Niemiec, włącznie z planem rozbudowy polskich sił zbrojnych, w oparciu o Polaków znajdujących się w Niemczech. Obliczano, że znajduje się tam przynajmniej trzy miliony polskich jeńców wojennych i polskich robotników przymusowych, z czego około pół miliona nadaje się do poboru lutego 1942 roku rozkazem Naczelnego Wodza została utworzona pierwsza polska dywizja pancerna, która tak właśnie została oznaczona. Dowódcą 1 Dywizji Pancernej został doświadczony i już wtedy legendarny, generał Stanisław Maczek. Generał urodził się w miasteczku Szczerzec, niedaleko Lwowa, w rodzinie mającej pochodzenie chorwackie. Nigdy jednak nie podkreślał swego chorwackiego pochodzenia, natomiast wciąż wspominał o swoim pochodzeniu lwowskim, jak też i o tym, że jego żona Zofia pochodzi ze Dywizja stacjonowała w Szkocji i tam pilnowała 200 kilometrowego odcinka wybrzeża morskiego przed spodziewanym desantem niemieckim, poczym pod koniec lipca1944, w kilku etapach, została przewieziona do Normandii, a tam 8 sierpnia weszła do walki, jako element składowy 1 Armii trakcie pełnej chwały kampanii we Francji i Belgii, Dywizja odznaczyła się wielką bojowością i skutecznością operacyjna. Wszystkim, jak dobry gospodarz, zarządzał ze swojego czołgu dowodzenia zwanego „Hela”, wszechobecny generał Maczek. Jego troskliwość i opiekuńczość zostały nagrodzone pieszczotliwym przydomkiem „Baca”, jakim obdarzyli go października, już w Holandii, Dywizja wyzwoliła w Brabancji Północnej duże miasto Bredę. Wdzięczna ludność miasta szalała ze szczęścia, a polskich żołnierzy nieomal noszono na rękach. W początku kwietnia 1945 roku Dywizja wkroczyła na terytorium Niemiec, kierując się w stronę portowego miasta Wilhelmshaven. Wilhelmshaven to twierdza i największy port morski niemieckiej Kriegsmarine. W obliczu bliskiego już załamania hitlerowskich Niemiec, załoga twierdzy nie podjęła obrony i kapitulowała przed jednej godzinie generał Maczek stał się posiadaczem: 3 krążowników, 18 U-Bootów, 215 mniejszych okrętów wojennych i pomocniczych, 94 dział fortecznych, 159 dział polowych, 560 ckm-ów, 370 rkm-ów, 40 000 karabinów, 280 000 pocisków artyleryjskich, 64 milionów sztuk amunicji do broni ręcznej, 23 000 granatów ręcznych, licznych składów torped i min morskich oraz zmagazynowanych zapasów żywności dla żołnierzy na 3 wojny zastał Dywizję w Wilhelmshaven, skąd Dywizja przemieszczona została do tak zwanego Emsland, części Dolnej Saksonii u ujścia rzeki Amizy (niem. Ems), niedaleko granicy niemiecko-holenderskiej. „Dipisi”Gdy ucichły działania wojenne, na terenie Niemiec doliczono się ponad 7 milionów robotników przymusowych i jeńców wojennych, pochodzących z różnych krajów i z różnych armii. Alianci nazywali ich „dipisami”, od angielskiej wymowy dwóch liter D P (di-pi) – Displaced Persons, czyli osoby wyrwane ze swego dotychczasowego miejsca pobytu. maja do sierpnia 1945 repatriowano około 6 milionów dipisów, pochodzących głównie z Europy Zachodniej i najogólniej pojętego Związku Radziecki jeszcze w październiku 1944 wymógł na Aliantach umowę na wydalenie do ZSRR na koniec wojny wszystkich obywateli radzieckich, bez pytania się ich o zgodę na takie przesiedlenie. Gdy wojna się skończyła, Alianci bez litości wywozili tych nieszczęśników i odstawiali do dyspozycji Armii Czerwonej. Polaków pilnowała 1 Dywizja PancernaGdy obywateli ZSRR odsyłano do Związku Radzieckiego, Mołotow usiłował wymusić na Aliantach oddawanie mu również Polaków z polskich Kresów w czambuł, wpisanych przez sowietów po wrześniu 1939 roku, jako obywatele radzieccy. Ale chwała Bogu, ta sztuczka Rosjanom się nie udała. Być może i dlatego, że Polaków pilnowała już wtedy 1 Dywizja Pancerna, z którą nikomu nie chciało się zadzierać. Ale inne narody, zniewolone przez Rosjan miały poważne problemy. Litwini, Łotysze, Białorusini i Ukraińcy zaczęli się chronić przed wywózką do Związku Radzieckiego, udając Polaków i prosząc Polaków o pomoc. Niektórzy Polacy sami chcieli wracać do Polski, czyli tak naprawdę, pod radzieckie panowanie, ale takich było 1 Dywizji przedstawiło 1 Armii Kanadyjskiej, w ramach której Dywizja pełniła służbę, projekt utworzenia na terenie Emslandu polskiej enklawy, do której mogliby ściągać Polacy z całych Niemiec. Byli to po większej części ludzkie wraki, ludzie potwornie skrzywdzeni przez wojnę. Chorzy, krańcowo wycieńczeni, kalecy, zamorzeni głodem, a często też na wpół nadzy. Dowódca 1 Armii Kanadyjskiej generał Henry Crerar, zwany „Harry”, a także jego zwierzchnik, dowódca 21 Grupy Armii, marszałek Bernard Law Montgomery, słynny „Monty”, nie mieli nic przeciwko temu. O wydaniu zgody na powstanie polskiej enklawy powiadomili oczywiście premiera maja 1945 Churchill polecił brytyjskiemu Ministerstwu Wojny utworzenie z żołnierzy 1 Dywizji Pancernej i 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, korpusu okupacyjnego w Emsland. Gdy to nastąpiło, wojskowa komendantura brytyjska zaczęła przesiedlać polskich dipisów do Emsland z różnych obozów strefy brytyjskiej. W rządzonym przez Polaków Emsland spotykała ich opieka ze strony żołnierzy 1 Dywizji i organizacji UNNRA. Teren polskiej strefy okupacyjnejJako polską strefę okupacyjną wyznaczono graniczące z Holandią powiaty: Aschendorf, Meppen i Lingen, a także hrabstwa: Bentheim, Bersenbruck i Cloppenburg włącznie z miastami: Papenburg, Meppen, Lingen i Cloppenburg w Dolnej Saksonii i Leer we Fryzji teren polskiej okupacji obejmował 6500 kilometrów kwadratowych. Na tym terenie, jeszcze przed przybyciem Polskich Sił Zbrojnych znajdowało się wielu Polaków, robotników przymusowych, jeńców wojennych, a nawet 1700 kobiet, żołnierzy AK z Powstania Warszawskiego, którzy przebywały w obozie**Oberlangen. Na to wszystko Brytyjczycy wciąż dowozili następnych polskich dipisów. W styczniu 1946 roku zorganizowano 15 obozów dla polskich dipisów, 5 obozów dla polskich jeńców wojennych i jeden obóz dla dipisów z krajów bałtyckich. Dokądkolwiek w okupowanych Niemczech dotarła informacja o polskiej strefie okupacyjnej, tam tłumy wynędzniałych, pozbawionych pomocy i nadziei Polaków, rozpoczynały wędrówkę w stronę Emsland. Szli piechotą, czepiali się pociągów, czasami udawało się im uprosić angielskich, lub amerykańskich żołnierzy, by ci pozwolili im wejść na jakąś wojskową władze okupacyjne początkowo umieszczały przybywających w pustych barakach obozowych, jakie pozostały po repatriowanych już Francuzach i Holendrach. Wkrótce jednak, baraki się zapełniły, a nowi Polacy nie przestali napływać. Przystąpiono więc do wysiedlania ludności niemieckiej, lokując w domach opuszczonych przez Niemców głównie polskie rodziny, lub matki z dziećmi, pomieszczenia obozowe, zostawiając dla tak zwanych singlów (z angielskiego single, samotny, bez małżonka, bez rodziny).Haren zmienia nazwęWielka ewakuacja Niemców zaczęła się 19 maja 1945 roku. Przebiegała na różnych zasadach, zależnych od miejscowych władz polskich. W Papenburgu na przykład, wysiedlono Niemców z 257 domów, ale pozwolono im pozostać w mieście i mieszkać w swoich własnych komórkach, stajniach i oborach. W mieście Haren wyeksmitowano wszystkich, za wyjątkiem burmistrza i sióstr zakonnych, pracujących w miejscowym szpitalu. W dodatku zarządzono zakaz wstępu Niemcom do miasta Haren. Co najwyżej mogli przechodzić przez miasto po wyznaczonych ulicach. Burmistrz został zobowiązany do opieki nad wysiedlonymi Niemcami. Trudno sobie wyobrazić tę opiekę, skoro Niemców trzeba było rozmieścić aż w trzydziestu sąsiednich gminach. Siostrom zakonnym było o tyle łatwiej, że tak jak przedtem, pracowały w do poprzedniego wjazd do Maczkowa. Z odwrotnej niż poprzednio kolejności ulic wymienionych, jako możliwe do przejścia dla Niemców wynika, że Niemcy mieli tylko jedną drogę do przejścia przez miastoWkrótce w Haren, wolnym całkowicie od ludności niemieckiej, znalazło się ponad 5000 Polaków. Jako, że w przytłaczającej większości byli to lwowiacy, lub ludzie, pochodzący z województw lwowskiego i stanisławowskiego, oficjalnie zmienili nazwę miasta z niemieckiego Haren, na Lwów! Główne ulice miasta też uzyskały nowe nazwy, takie, jakie pamiętano ze Lwowa. A więc: Akademicka, Łyczakowska, Legionów...Spotkało się to z natychmiastową i bardzo hałaśliwą reakcją dyplomacji radzieckiej, która zaczęła domagać się nie tylko zmiany nazwy miasta, ale całkowitej likwidacji polskiej strefy okupacyjnej w Emsland. Pod naciskiem tej antylwowskiej wrzawy, Brytyjczycy starali się wpłynąć na Polaków, by jednak zmienili nazwę miasta na jakąś inną. W sprawę zaangażował się sam Wódz Naczelny generał czerwcu 1945 generał przybył do Haren-Lwowa. W wyniku interwencji generała, 23 czerwca 1945 Lwów został przemianowany na Maczków, na cześć dowódcy 1 Dywizji Pancernej, generała Maczka. Takich przemianowań miejscowości o nazwach niemieckich na nazwy polskie, było więcej. Maczków uzyskał nowy herb, na którym znalazł się kwiat maku i symbol 1 Dywizji Pancernej, hełm i skrzydło do Maczkowa. Miasto było zamknięte dla Niemców. U dołu podano po angielsku tekst tego rozporządzenia i po polsku, zmienione nazwy ulic, po których Niemcom wolno było przechodzić przez Maczków. Założę się, że Niemcy nic z tego nie rozumieliMaczków zaczął od razu rozwijać się bardzo dynamicznie. Przyczyniło się do tego głównie szczęśliwe dobranie się wyjątkowych ludzi zamieszkujących obecny Maczków. Duża część polskiej inteligencji prześladowana przez reżim hitlerowski, znajdowała się w obozach niemieckich, a teraz, po wyzwoleniu obozów, prawie w komplecie stawiła się w polskiej strefie okupacyjnej. W mieście powstała polska administracja, wszystkie ulice uzyskały polskie nazwy, Związek Szkół Polskich patronował szkołom nie tylko w Maczkowie, ale koordynował pracę polskich szkół na terenie całych Niemiec będących pod okupacją zachodnią. W Maczkowie otwarto kilka szkól podstawowych, gimnazjum, liceum i Polskie Gimnazjum Mechaniczne. Powstała polska parafia. Zaraz potem utworzono klub sportowy. Otwarto w Maczkowie kino i dwa teatry. W lipcu 1945 roku wystąpił w Maczkowie z koncertem sam wielki Yehudi Menuhin. Gorące przyjęcie, jakie mu zgotowali mieszkańcy Maczkowa, artysta wspominał nawet po wielu wychodzić polska prasa. Gazety „Dziennik” i „Defilada” o nakładzie ponad 90 tysięcy egzemplarzy. W mieście Mappen otwarto polską księgarnię o niesamowitym powodzeniu wśród polskich dipisów. Księgarnia sprzedawała miesięcznie 15 – 18 tysięcy książek!Duża ilość panien i kawalerów była powodem nadzwyczajnej ilości ślubów, które zawierano w Maczkowie i całym Emsland. Zaczęły rodzić się dzieci. W samym Maczkowie urodziło się ich 489. Żyją do dzisiaj, mając w paszportach wpisane miejsce urodzenia Maczków. Miejscowość dzisiaj już nieistniejącą. Czterech polskich księży udzieliło 289 ślubów, 497 chrztów i odprawiło 110 pogrzebów. Groby dawnych, polskich mieszkańców Maczkowa znajdują się dziś pod ochroną konsulatu polskiego w Hamburgu i lokalnych władz miasta jaki w tysiącach egzemplarzy pokrywał ściany budynków Bredy. U dołu napis w języku niderlandzkim – (Breda) wolna dzięki PolakomOkupacja polska przebiegała spokojnieLudność niemiecka Emslandu była na Polaków wściekła. Niemcy nie mogli darować Polakom przede wszystkim wysiedlenia i używania ich własnych, niemieckich mebli, narzędzi, czy ubrań. Jednak nikomu z Niemców nie przychodziła do głowy otwarta walka z Polakami. Okupacja polska przebiegała spokojnie. Nie powstały żadne niemieckie oddziały partyzanckie, czy grupy dywersyjne, czego Polacy, znając sami siebie i osądzając innych według siebie, spodziewali się po Niemcach całkiem poważnie. Najwyraźniej przeceniono przywiązanie Niemców do ustroju hitlerowskiego, którego, okazało się, Niemcy aż tak bardzo nie początkowo przynajmniej, skłonni byli trochę się na Niemcach odegrać, ale jak to Polacy. Bardzo szybko im się tego odechciało. Na przykład, wysiedlono Niemców z Maczkowa i nie pozwolono im nawet wchodzić do miasta. Ale zaraz zaczęto robić wyjątki. Choćby dla niemieckich rzemieślników, raz po raz potrzebnych w na kolei, wprowadzono w pociągach specjalne przedziały „Nur Für Polen” (Tylko Dla Polaków), co było oczywistym odwróceniem sytuacji z okupowanej Polski, gdzie Niemcy wprowadzili dla siebie przedziały „Nur Für Deutsche” (Tylko Dla Niemców).Polskie patrole wojskowe sprawdzały, czy do przedziału dla Polaków nie wszedł aby jakiś Niemiec, ale jeśli Niemiec jechał razem z Polakiem, to nikt go z tego przedziału nie czas trwał „czarny” handel (tuż obok granica z Holandią!), w którym uczestniczyli po równo kombinatorzy polscy, niemieccy i holenderscy. To, że biznes jest międzynarodowy i antynacjonalistyczny, widać się dało gołym okiem. Na tej współpracy wyrosła niejedna Niemcy próbowali jednak „pajacować”. Tak stało się na przykład w miejscowości Aschendorf, gdzie na placu przed kościołem umieszczono listę 35 niemieckich kobiet, wpisanych tak jako osoby chore wenerycznie, bo utrzymujące stosunki z Polakami. Tego nie można było wybaczyć i na drugi dzień polscy żołnierze wyciągnęli na ulicę sześciu Niemców, zwolenników hitlerowskiej ustawy o czystości rasy niemieckiej. Wszyscy zostali przykładnie pobici. Siódmemu się udało, bo uciekał tak szybko, że nawet nie trafiła go seria ze stena, jaką puścił za nim jakiś żołnierz. Drugi groźny incydent wydarzył się w miejscowości Freren. Polacy spalili tam dom byłego ortsgruppenleitera NSDAP Eilerta. Była to zemsta za śmierć polskiego jeńca to były już wszystkie incydenty, jakie zdarzyły się pomiędzy Niemcami i Polakami na terenie polskiej strefy okupacyjnej. Między obu nacjami trwała niewątpliwie wzajemna niechęć, choć raczej na pewno nie była to nienawiść. Po zakończeniu polskiej okupacji, sami Niemcy przyznawali, że Polacy zachowywali się wobec nich raczej w porządku...Polska strefa okupacyjna w Emsland – solą w „oku” Związku Radzieckiego Wszystko, co działo się w polskiej strefie okupacyjnej wytrącało z równowagi władze Związku Radzieckiego, przywykłe do pokory i przymilności, a nie do tego, żeby ktoś ośmielał się krytykować, albo sabotować ich żądania. Polska strefa okupacyjna w Emsland była dla Związku Radzieckiego dosłownie solą w oku, bo podkreślała istnienie dwóch polskich organizmów państwowych, dwóch rządów i dwóch armii, bynajmniej niemiłujących się, a raczej sobie obcych i wrogich. Stanowiła dla Polaków alternatywę dla stworzonego przez Związek Radziecki, wasalnego państwa polskiego. Stwarzała Polakom możliwość wyboru. A w kierownictwie Związku Radzieckiego wcale nie zasiadali idioci. Oni dobrze wiedzieli, jaki wybór jest dla Polaków korzystniejszy. Dlatego Związek Radziecki gwałtownie domagał się od władz brytyjskich natychmiastowego zlikwidowania polskiej jednak radzieckie wysiłki natrafiły na twardy opór Winstona Churchilla. Brytyjski premier nie miał absolutnie żadnych złudzeń, że sojusz ze Związkiem Radzieckim jest sojuszem z państwem przyjacielskim. Sojusz był potrzebny obu partnerom, ale tylko do czasu rozbicia III Rzeszy. III Rzesza właśnie została rozbita, a więc co dalej? Churchill nie wykluczał i takiej możliwości, że Związek Radziecki, jak to się mówi „pójdzie za ciosem” i uderzy na Aliantów, chcąc zdobyć całe Niemcy, a może nawet i Francję, może zajmie wtedy i całą Europę, wszędzie wprowadzając swój wspaniały ustrój polityczny. Od roku 1920 było to przecież dla Związku Radzieckiego zadanie strategiczne, wtedy niewykonalne, ale teraz...?Wojsko Polskie, szczególnie to na Zachodzie, gdzie większość żołnierzy pochodziła z terenów obecnie zagrabionych przez Związek Radziecki, silnie antyradzieckie, wojsko mające zaplecze osobowe w ogromnej ilości Polaków w Niemczech, w chwili otwartego konfliktu ze Związkiem Radzieckim byłoby dla Wielkiej Brytanii jeszcze coś, co nakazywało Churchillowi utrzymywać w Niemczech polskich żołnierzy. Churchill chętnie zgodził się na przyznanie Wojsku Polskiemu statusu sił okupacyjnych, bo musiał przerzucić część wojsk brytyjskich do Azji, gdzie wciąż jeszcze trwała wojna z Japonią. Brytyjczycy pojechali więc do Azji, a w tym czasie Polacy mieli pilnować Winston Churchill był kompletnie nieczuły na radzieckie naciski, które zresztą bynajmniej nie słabły, a raczej potęgowały że drogą rozmów z Churchillem niczego nie uzyska, Związek Radziecki uruchomił swoich agentów w Wielkiej Brytanii. A miał ich tam niemało. Po latach okazało się, na przykład, że sam szef brytyjskiego kontrwywiadu, Kim Philby, był agentem ZSRR!Co może mieć sprawa polska do Winstona Churchilla?Przyjaciele Związku Radzieckiego w Wielkiej Brytanii wzięli się więc do wywierać naciski na opinię publiczną. Najczęściej poprzez prasę. Ludzi zmęczonych już długoletnią wojną zaczęto straszyć następną wojną, do której jakoby dążył obecny rząd brytyjski. Styl tej propagandy był taki sam, jak w Związku Radzieckim i dlatego łatwo poznać autorów tego dzieła. Co Państwo powiecie na taki passus, jaki ukazał się 9 czerwca 1945 roku w prasie londyńskiej: „Brytyjskie koła rządowe popierają polskich reakcjonistów, tworzących swoje „państwo” w Niemczech. Jak donoszą, niemieckie miasta zamieniono w obozy, w których polscy faszyści gromadzą wszystkich wyswobodzonych od Niemców Polaków. Polscy awanturnicy marzą o stworzeniu bazy dla swych prowokacyjnych akcji przeciwko nowej Polsce i ZSRR”. Jak Boga kocham, nie jest to fragment zaczerpnięty z prasy polskiej, okresu „wczesnego Bieruta”, ale tak wtedy pisano w prasie angielskiej. Kto tak ładnie pisał o Polakach?No więc, tak się w Londynie pisało w czerwcu 1945 roku, a w lipcu tegoż roku Winston Churchill przestał być premierem. Jest to tylko „przypadkowy bieg wydarzeń”, czy może coś więcej?Zaraz ktoś powie, że się zagalopowałem, że przemawia przeze mnie polska megalomania i, że co może mieć sprawa polska do ponownego wyboru Winstona Churchilla na uroczystość na rynku miasta Breda Burmistrz w imieniu mieszkańców miasta dziękuje Polakom. W głębi widać polskich żołnierzyCo może mieć sprawa polska do Winstona Churchilla? – Może mieć bardzo Państwa. Nas długo przyzwyczajano do tego, że jesteśmy małym, nic nieznaczącym narodem, któremu kaprys historii podarował po I wojnie światowej państwo nietrwałe, jak domek z kart. Otóż chciałbym wszystkich zapewnić, że nie był to domek z kart, sąsiedzi nas nie lekceważyli, często nawet nas przeceniali i zawsze bardzo im zależało na tym, żeby nas pokonać zanim staniemy się naprawdę silni. Dlatego proszę nie zapominać, jak się zaczęła II wojna światowa i jak się ona zakończyła. Na zakończenie wojny, podobnie jak na jej początku, nadal mieliśmy dwóch agresorów, ale zręczna propaganda radziecka sprawiła, że widzieliśmy tylko Niemców. Zupełnie zaś do nas nie dotarło, że właśnie przegraliśmy wojnę ze Związkiem Radzieckim. Może dlatego, że na wojnie ze Związkiem Radzieckim niewiele się strzelało. Ostatnim, kto w tej wojnie wspierał Polaków był właśnie Winston odejściu Winstona Churchilla, sprawa pozbycia się Polaków z Niemiec nabrała tempa. Na jesieni 1946 polscy żołnierze zaczęli opuszczać Emsland. Byli przewożeni do Wielkiej Brytanii i tam stopniowo i z wielkimi oporami następowała ich demobilizacja. Pozbawieni oparcia w wojsku, polscy cywile stali się ofiarami nachalnych nacisków brytyjskich, ale i niemieckich, mających zmusić ich do wyjazdu z Niemiec. Wreszcie, po dwóch latach, bo dopiero w roku 1948, ostatni Polacy opuścili Emsland. 10 września 1948 Niemcy, w uroczystej procesji, przy biciu w dzwony, weszli do opustoszałego Maczkowa, którego polska nazwa od razu została odrzucona ze wstrętem. Znów pojawiło się Haren. Do dzisiaj powtarzany jest w Haren dwuwiersz powstały w 1948 roku: „Gott schütze unser Haren vor neuen Polenscharen”. – Boże strzeż nasze Haren przed nowymi hordami w całym Emsland dba się bardzo o polskie groby na cmentarzach, powstają lokalne muzea, upamiętniające czasy polskiej okupacji, a nawet zaprasza się na wspólne uroczystości urodzonych w Haren Polaków, lub absolwentów polskich szkół, które w Haren funkcjonowały. A to chyba świadczy, że nie było aż tak źle w czasach polskiej ewakuacja Niemców zaczęła się 19 maja 1945 roku. W Papenburgu na przykład, wysiedlono Niemców z 257 domów, ale pozwolono im pozostać w mieście i mieszkać w swoich własnych komórkach, stajniach i oborach. W Haren, wolnym całkowicie od ludności niemieckiej, znalazło się ponad 5000 Polaków. Jako, że w przytłaczającej większości byli to lwowiacy, lub ludzie, pochodzący z województw lwowskiego i stanisławowskiego, oficjalnie zmienili nazwę miasta z niemieckiego Haren, na Lwów! Główne ulice miasta też uzyskały nowe nazwy, takie, jakie pamiętano ze Lwowa. A więc: Akademicka, Łyczakowska, Legionów... Okupacja polska przebiegała spokojnie. Nie powstały żadne niemieckie oddziały partyzanckie, czy grupy dywersyjne, czego Polacy, znając sami siebie i osądzając innych według siebie, spodziewali się po Niemcach całkiem poważnie. Najwyraźniej przeceniono przywiązanie Niemców do ustroju hitlerowskiego, którego, okazało się, Niemcy aż tak bardzo nie kochali. Na zakończenie wojny, podobnie jak na jej początku, nadal mieliśmy dwóch agresorów, ale zręczna propaganda radziecka sprawiła, że widzieliśmy tylko Niemców. Zupełnie zaś do nas nie dotarło, że właśnie przegraliśmy wojnę ze Związkiem Radzieckim. Może dlatego, że na wojnie ze Związkiem Radzieckim niewiele się strzelało. Ostatnim, kto w tej wojnie wspierał Polaków był właśnie Winston Churchill. For faster navigation, this Iframe is preloading the Wikiwand page for Volkslista. Connected to: {{:: Z Wikipedii, wolnej encyklopedii {{bottomLinkPreText}} {{bottomLinkText}} This page is based on a Wikipedia article written by contributors (read/edit). Text is available under the CC BY-SA license; additional terms may apply. Images, videos and audio are available under their respective licenses. Please click Add in the dialog above Please click Allow in the top-left corner, then click Install Now in the dialog Please click Open in the download dialog, then click Install Please click the "Downloads" icon in the Safari toolbar, open the first download in the list, then click Install {{::$ W czasie II wojny światowej na terenie poligonu Hohenfels znajdował się obóz jeniecki o nazwie Stalag 383. Przetrzymywano w nim jeńców alianckich, z czego ponad połowę z 5 tys. stanowili jeńcy polscy. Od 1945 do 1949 r. w Hohenfels byli polscy jeńcy budowali cmentarz dla wysiedleńców, którzy zmarli w czasie niewoli. Zobacz także: Biden: wysłanie amerykańskich żołnierzy na Ukrainę nigdy nie wchodziło w grę "Chcieliśmy oddać szacunek naszym poległym towarzyszom" - Wiedząc o polskich pomnikach w Joint Multinational Readiness Center przed naszym przyjazdem, chcieliśmy oddać szacunek naszym poległym towarzyszom - powiedział kapitan Timothy Johnson. - Po usłyszeniu o polskim cmentarzu, poświęciliśmy nasz czas i siłę roboczą, aby oczyścić i cmentarz i nagrobki - dodał. - Ten cmentarz jest namacalnym dowodem strasznego okresu w historii. A my jesteśmy tutaj, aby uhonorować uczestników tamtych czasów. Ważne jest, abyśmy nadal o nich pamiętali. Jesteśmy im to winni - powiedział Johnson. Żołnierze kosili trawę, grabili liście, czyścili nagrobki i wywozili gruz. - Cieszyliśmy się możliwością służenia społeczności i naszym polskim przyjaciołom. Zawsze możemy wyjść z czegoś takiego z poczuciem zadowolenia z tego, co zrobiliśmy i co osiągnęliśmy - powiedział płk Brian E. McCarthy. Zobacz także: Dokumenty amerykańskiego wywiadu: ostrzeżenie przed ruchami Rosji Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści Źródło: (ww)

lista polskich jeńców wojennych w niemczech